poniedziałek, 27 czerwca 2016

#1 Zakazane=Najlepsze

~~~Rozdział 1~~~

Leniwie zwlokłem się z wielkiego łóżka. Tak zmęczony już od dawna nie byłem. Ledwo się trzymałem na nogach, a kochana szkoła na mnie czekała. Mogłem udać, że źle się czuje, ale jak na złość miałem na dziś przewidziany sprawdzian z matematyki. Wujek Grell nie byłby zadawolony z faktu, że opuszczam lekcję. Zawsze daje mi dużo luzu i swobody, ale jeśli chodzi o wagary jest nieugięty. Poza tym nie chciałbym mieć wielkiej awantury z tak błachego powodu jak sprawdzian. Ciekawe co na dziś przygotował ten wariat...

Ubierałem się w żółwim tempie, próbując wygładzić czarny sweter, który zawzięcie bronił każdego, dużego zagięcia, jak niepodległości. Gdy wreszcie uporałem się z tym zadaniem próbowałem choć w minimalnym stopniu ogarnąć moje niemożliwie pokołtunione włosy. Albo moje geny były zmutowane, albo los chciał spłatać mi obrzydliwie śmieszny żart obdarzając mnie nienaturalnie granatowymi kudłami. W bonusię otrzymałem jeszcze wieczne supły nie do rozwiązania oraz poczochraną grzywę z samego rana.  Próbowałem nawet rozwiązać te tajemniczą zagadkę z wujkiem, ale moja niesforna czupryna plącze się za każdym razem gdy zasypiam, a wiadomo, że człowiek spać musi. Ostatecznie dałem za wygraną i zaakceptowałem ten kaprys natury, co nie zmienia faktu, że codzienna walka z grzebieniem jest cholernie irytująca. 

Po ocenie mojego, jakże cudownego dzieła zszedłem na śniadanie. Już na schodach dopadł mnie aromatyczny zapach naleśników. Może Grellowi brakowało czasami piątej klepki, ale gotować to umiał i to nieźle. Pewnie matka natura zlitowała się nad nim i wzamian za brak rozumu ofiarowała mu zdolności kulinarne. Przyśpieszyłem tempo mając wielką ochotę na dzieło czerwonowłosego, co poskutkowało bliższym spotkaniem z dębowym parkietem tuż przed końcem schodów. Zanim otrząsnołem się i wstałem z kuchni dobiegał wesoły śmiech.

- Ty to potrafisz zrobić wejście smoka!

Spojrzałem w stronę aromatycznych zapachów i moim oczom ukazał się Grell w jakże uroczym fartuszku w małe, kocie łapki *dop. Aut. Ten fartuszek odegra znaczącą rolę w dalazej historii opowiadania*. Z politowaniem w czerwonych oczach spoglądał na mnie szczerząc się i ukazując tym samym rząd trójkątnych, śnieżnonibiałych zębów. Czasami się zastanawiam kim byli przodkowie naszej rodziny, bo wczyscy mamy bardzo nietypowy wygląd. Od wielobarwnych włosów przez korowe oczy po nietypowy kształt zębów. Musimy mieć naprawdę nietypowe geny.

- Lepsze takie, niż rzadne. – odgryzłem się kochanemu wujkowi

- Oj, nie bocz się tak na mnie słodziutki. Złość piękności szkodzi. – posłał mi swój kąśliwy uśmiech.

- Tak, tak. No co tam dziś na śniadanie?

- Ale jesteś nieczuły kwiatuszku! Ja tu w pocie czoła robię pyszne śniadanko mojemu słoneczku, a ono nie raczy nawet się przywitać! – mówiąc to przybrał dramatyczną pozę cierpienia wymachując chochlą do ciasta no prawo i lewo.

- Witaj kochany wujku. Co dziś raczyłeś dla mnie przygotować?

- Wiesz kochanieńki sarkazm tu nie pomoże. Mam focha i nic nie zjesz póki mi tej zniewagi nie wynagrodzisz...

Grell i te jego dramatyczne fochy. Czasami wydaję mi się, że udaję obrażonego tylko po to żeby coś odemnie wyłudzić. I jest w tym całkiem dobry. Nie bez powodu jest znanym aktorem, który słynie z grania tragicznych ról, w których może pokazać swój talent. Jego talent to głównie strzelanie fochów, dramatyczne cierpienie i wyolbżymione powody do płaczu i bólu. Zdarza mu się wykorzystywać ćwiczenię roli jako pretekst, żebym go w czymś wyręczył lub po prostu odwala płaczliwe sceny. Nie mogę patrzeć jak płaczę, więc daje mu to czego chcę, choć to jest sztuczny płacz tylko dla własnych korzyści. Czasami próbuję się mu postawić, ale wtedy jeszcze bardziej dramatyzuję i nazywa mnie „nieczułym tsundere”. Mam wrażenię, że to ja jesten ten dorosły w tej rodzinię, ale w sytuacjach takich jak ta uświadamiam sobię, że to mój kochany wujcio jest tu żywicielem i tak czy siak postawi na swoim.

- To co tym razem? – odparłem zrezygnowany

- Nie bądź takim smutasem miśu. Wiesz dziś jesteś taki słodki w tym puchatym sweterku, że chcę dostać od Ciebię takiego małego buziaka na dzień dobr...

- Nie.

- Oj, czemu nie??? Nie bądź takim nieczułym tsundere! Ja mam uczucia koteczku. – zrobił teatralną minę wielkiej rozpaczy jak na dramatycznego aktora przystało.

Przewróciłem oczami z udzielającą mi się już irytacją spowodowaną lekkim głodem i jego zachowaniem.

- Nie będziesz mnie zboczeńcu całował. Nigdzie i nigdy. Po pierwsze jesteśmy rodziną, po drugie oboje jesteśmy facetami, a po trzecie ZNAJDŹ SOBIĘ W KOŃCU KOGOŚ!

- Po co mi ktoś, jak mam Ciebię...

- Nie napastuj mnie człowieku, bo zgłoszę to na policję. A tam w celach nie ma tapety jak z horroru tylko sama szarość i żadnej czerwieni. – spróbowałem odwrócić jego uwagę

- Co ci się nie podoba w mojej tapecię młody? – połknoł haczyk 

- Hmm...zastanówmy się. Ach, tak...może nie wiesz, ale nie każdemu odpowiada tapeta ukazująca spływającą krew po ścianach w sypialni.

- O gustach się nie dyskutuję mój drogi.

- W takim razie skoro nasza bezsensowna rozmowa dobiegła końca, łaskawie zjem to co dla mnie przygotowałeś.

- A całus...? – zrobił maślane oczy mopsa
- Nie i już! Dawaj szybko to śniadanie, bo znowu się przez Ciebię spóźnię!

- Dobra, dobra, ale w zamian dziś wieczorem Cię gdzieś zabieram!

No, nie tego już za wiele. Wiem jak zazwyczaj się kończą te jego: Zabiorę Cię gdzieś wieczorem. Krew się we mnie gotowała, ale musiałem przystać na te niedorzezne warunki, bo inaczej nie zjadłbym śniada, które coraz bardziej doprowadzało mnie do szaleństwa swoim kuszącym zapachem.

- Okej, tylko daj mi już zjeść!

Grell podskoczył z radości i klasnoł w dłonie. Widziałem w jego oczach radosne iskierki. Natychmiast zabrał się za nakładanie naleśników. Posmarował je nutellą i podał mi talerz z tymi rarytasami.

- Dla drogiego panicza specjalność naszego zakładu, czyli puszyste naleśniki z nutką aromatycznego cynamonu posmarowane, jakże wykwintnym musem orzchowo-czekoladowym zwanym nutellą. 

Spróbowałem jego dzieła szykując się na miłe doznania smakowe. Nie myliłem się ani trochę, bo naleśniki mogłyby być podawane w niejednym hotelu czy restauracji. Co prawda może nie z nutellą no, ale to już kwestia gustu.

W ekspresowym tempię pochłonołem całe śniadanie. Nic nie zostało, ale wiedziałem, że Grell jadł już wcześniej, więc się o to nie martwiłem.

- Było pysznę, dziękuję.

Grell popatrzył na mnie z bananem na twarzy, chichocząc wesoło.

- Co?

- Nic, nic, idź umyć zęby, bo się spóźnisz. – posłał mi szelmowski uśmiech i pognał do przestronnego salonu oglądać swoje, ulubione taśemce.

I tak wiedziałem z czego się śmieję. Zawsze bawiło go, że: cytuję ,, Jem tyle ile dwójka dorosłych facetów pracujących na budowię, a wyglądam jak dzieciak z podstawówki i to bardzo szczupły.”
 W sumię było w tym trochę racji, bo jako licealista nie powinienem mieć zaledwie metr sześćdzieśąt z kawałkiem, ale miało to też swoję plusy. W klasie dziewczyny uznawały mnie za tego ‘małego’ i ‘kawaii’ dzięki czemu zawsze mogłem liczyć na czyjąś pomoc w razie potrzeby, bo przecierz taki uroczy „ukeś” – jak to mnie nazywały, jest za delikatny, żeby się przemęczać. Co prawda niektórzy z zazdrości nazywają mnie szklaną księżniczką (bo uważają mnie za takiego delikatnego i kruchego jak szkło), ale ignoruję takich upierdliwych typów. Niestety ma to też tą złą stronę, bo przez mój drobną posturę wszystkie dziewczyny, które uwielbiają yaoi (czyli wszystkie dziewczyny tak czy siak) zawszę próbują mnie swatać z jakimiś umownymi „seme”. Jestem gejem to fakt, ale nawet gdybym nim nie był to wyglądam jak słownikowy uke. Od początku szkoły chcąc, niechcąc zostałem umownym pedziem. Yaoistki codziennie męczą mnie na przerwach dopytując, który przystojniak mi się podoba i deklarują się jako oficjalne swatki. Ile ja bym dał za święty spokój. Ale nic w życiu nie ma za darmo nie?

Po myciu zębów, spakowaniu odpowiednich książek do plecaka i zamknięciu domu ruszyłem w stronę mojej szkoły. Zawsze to ja zamykam dom, bo Grell oczywiście siedzi 24h przy swoich taśemcach lub Trudnych sprawach, dlaczego ja i innym tego typu chłamie. Szerze mówiąc nie mam pojęcia za co mu płacą i dlaczego, ale póki żyjemy na niezłym poziomie i na chleb wystarczy (wiecie taki importowany z Indii) nie powininem się tym martwić. Apropos mojego wujcia też jest gejem. Jak dowiedział się o mojej orientacji to mało domu nie rozwalił ze szczęścia. Powiedział, żebym się niemartwił, że nie jestem sam i że napewno znajdę jakiegoś fajnego seme. Nie chcecie wiedzieć jak zaregowałem na ostanią część jego wypowiedzi, ale powiem tyle, że musiał wziąć sobie dwutygodniowy urlop (swoją drogą on to zawsze ma urlop) aby jego rany się zagoił. Miał zakładane 7 szwów, ale i tak nie żałuję. Teraz jest nawet mi za to wdzięzny, bo zawsze chciał mieć tatuaż szwów, ale powstrzymywał się bo bał się tatuażystów i uważał, że może to wyglądać nierealistycznie. Już nie ma tego problemu, bo ma prawdziwe. Może to trochę strasznę, ale nie martwię się tym. Grell jest masochistą. Mówiłem kiedyś, że brak mu piątej klepki? Na szczęście jest tą wersją light, czyli lubi trochę bólu, ale bez przesady. W okolicznyn domu kultury do, którego uczęszcza na zajęcia z takimi jak on poznał gościa co się lubi potpalić. Nie był jakimś wytatułowanym pakerem lub okolczykowanym gothem tylko na pozór zwykłym dwudziestolatkiem. Ta...zwykłym. Od momentu gdy poznałem tego ciekawego człowieka nigdy więcej nie oceniałem i nie oceniam ludzi po wyglądzie. Cicha woda brzegi rwię, nie?

Nim się spostrzegłem byłem przed budynkim szkoły. Zobaczyłem spory tłumek dziewczyn, któty składał się z mojego osobistego funclubu „Ciela ukeśa”. Trochę zaskoczyło mnie to zamieszanie przed wejściem, ale było mi jak najbardziej na ręke. Wizja kolejnego rozszarpywania mnie przez zboczone licealistki jakoś szczególnie mi się niewidziała. Wiem, że to brzmi ekscytująco, ale uwierzcie człowiek ma później straszną traume, którą jest w stanie wymazać tylko dwudniowy mataron Mody na sukces. 

Przypomniałem sobię o co tyle zamieszania! Dziś do szkoły miał być przyjęty jakiś nowy nauczyciel od matmy, a plotki mówiły, że straszne z nigo ciacho. Widać było, że ten biedak był teraz,w samym centrum grona yaoistek. 
Już miałem weść do szkoły gdy usłyszłem za moimi plecami swoję imię powtarzane wiele razy.

- DZIEWCZYNY TO CIEL!!

- CIELUŚ!!!

- CHODŹ DO NAS SŁODZIUTKI!!!

- CIEL NIE UCIEKAJ!!!

Mój plan spełz na niczym. Musiałem przeżyć konfrontację z moim funclubem i ich nowymi pomysłami. Odwróciłem się do dziewczyn, które stały 15 metrów dalej patrząc na mnie wyczekująco. Ruszyłem w ich stronę. Gdy stałem już dość blisko, aby wszystkie mogły nawiązać ze mną kontakt wzrokowy (a było tego tałatajstwa z pół rocznika) posłałem im najszczerszy, firmowy uśmiech Ciela Phantomhive. Nie trudno było przewidzieć ich reakcję. 

Zaczeły głośno popiskiwać i wrzeszczeć jak szalonę:

- CIEL JAKI TY JESTEŚ KAWAII!!!

- AHHHHHH CIELUŚ WYMIATASZ!!!

- BOŻE ŚWIĘTY CIEL JESTEŚ 
NAJSŁODSZYM UKE ŚWIATA!!!

- CZY WY WIDZICIĘ TĘ MORDKĘ?!

Dwie dziewczyny zemdlały. No serio, aż taki jestem super? 

Gdy piski i chichoty ucichły z grona dziewczyn wystąpiła vice przewodniząca mojego funclubu – Momoi.
- CIEL KOTECZKU MAMY DLA CIEBIĘ NIESPODZIANKĘ!!

- Co tym razem moje kochane? – po tych słowach dało się usłyczeć ciche chichoty.

Momoi chwyciła mnię za ręke i wprowadziła przez środek sporej grupy. Zauważyłem, że niektórę dziewczyny zerkały na mnie ukradkowo i szeptały coś do ucha sąsiadce obok. Takich przypadków było całkiem dużo co oznazczało tylko jedno. Wymyśliły coś mocnego co pewnie zwali mnie z nóg. Próbowałem się psychicznie przygotować do tego co mnie czeka, ale te dziewczyny były tak nieobliczalne, że strach się bać jak coś wykąbinowały.

Wciąż trzymając mnie pod ręke Momoi prowadziła mnie na początek grupy. Gdy wyszliśmy z plątaniny rąk i nóg ruszyła przed siebię ciągnąc mnie za sobą. Byłem trochę zdezorientowany, ale okazało się, że reszta dziewczyn szła za nami w równym tempię. Zauważyłem, że dziewczyna prowadziła mnię do dwóch nauczycieli. Najwyraźniej kończyli rozmowę, bo jeden z nich uśmiechając się ciepło porzegnał się i  ruszył w stronę całkiem sporej grupki ciała pedagogicznego. Nie poznawałem osoby do, której zmieżamy. Nigdy nie widziałem tego nauczyciela. Zaraz, zaraz to może być ten nowy od matmy! Tylko po co te yaoistki mnie tam prowadzą? No, nic przekonajmy się.

Gdy dzieliło nas od nauczyciela 5 metrów dostrzegł nas i w jego oczach ujżałem przerażenie. Tak, ja tak ma na codzień facet. Biedak chyba chciał uciec, ale Momoi przewidując zamiary nieszczęśnika natychmiast się przy nim znalazła 
ciągnnąc mnie niemiłośernie za ramię.

- Panie Sebastianie nas już pan zna, prawda?

Podmiot zwany Sebastianem przytaknoł próbując sprawiać wrażenię szczęśliwego z ich przybycia, ale ja widziałem wiele razy te spojrzenia i nie dałem się nabrać.

- Miło was widzieć ponownie dziewczęta. Co was do mnie sprowadza?

Nagle doznałem olśnienia. To pewnie jego męczyły przed szkołą. Zakładam , że skubany uciekł gdy tylko coś odwróciło ich uwagę czyli ja.

- Nie co, a raczej kto panie Sebastianie!

Nagle Momoi wypchneła mnie zza swoich pleców centralnię przed tego gostka. Mogłem teraz się mu uważnie przypatrzeć. A uwieżcie było na co! Czarne włosy za uszy, śnieżnobiała cera oraz czerwone, kocie oczy. Boże co to były za oczy! Takiej głębi to ja w życiu nie widziałem! Pewnie też miał niezłe geny patrząc na ich kolor. Co do postury do chyba był odemnie dwa razy wyższy. Widać było, że ćwiczy albo matka natura obdarzyła go sześciopakiem na dzieńdobry. 
Zdałem sobię sprawę, że bezczelnie tasuję go wzrokiem. On robił ze mną to samo na co trochę się zarumieniłem i spuściłem głowę co nie uszło uwadzę moim fankom.

- DZIEWCZYNY PATRZCIE! CIELUŚ SIĘ RUMIENI!!!

- CIEL, ALE UROCZO CI W TYM ODCIENIU CZERWIENI!!!

- BOŻE, CHYBA ZROBIĘ ZDJĘCIE NA PAMIĄTKE!!!

- DZIEWCZYNY TRZEBA TO UWIECZNIĆ!!!

Momoi słysząc ten pomysł momentalnie wyjeła telefon i nim mogłem policzyć do trzech miała uwiecznioną moją buźkę w kolorze dojrzałego pomidora. Wszystkie już chciały zrobić to samo, ale nagle krzekneła:

- Nie róbcię mu zdjęć, bo nam nasz koteczek się przestraszy! Każdej, która chcę prześlę jescze dziś!

Na te słowa wszystkie tam zebrane zaczeły wrzeszczeć jak to pragną mieć mnie na tapecie, albo jakim to ja jestem delikatnym kotkiem. Popatrzyłem na nowego nauczyciela, który nadal wywiercał we mnie dziurę swoim spojżeniem. On chyba nawet nie wiedział co tu się dzieję! Odruchowo odchrząknołem, aby zwrócić na siebię uwagę dziewczyn aby przestały się drzeć i aby ten koleś wreszcie wrócił na ziemię. Podziałało. Dziewczyny ucichły, a Sebek wstrząsnoł odruchowo głową próbują ogarnąć gdzie jest.

- Tak słucham, dziewczęta?

Ej, no ja panienką nie jestem!

- Chciałyśmy przedstawić panu naszego kochanego koteczka...

Teraz to mogłem kąkurować z tapetą Grella. Nie wiem co było w tej chwili bardzej czerwone. Momoi, baka po co mówiłaś o tym koteczku!

-...uroczego Ciela Phantomhive! – na dźwięk mojego imienia wszystkie zaczęły piszczeć.

2 komentarze:

  1. Cześć, zapowiada się całkiem nieźle
    Yaoi ❤️
    Znalazłam kilka błędów ortograficznych - najbardziej rzucają się w oczy końcówki "odchrząknołem, wstrząsnoł, przytaknoł" - na przyszłość powinno być "odchrząknąłem, wstrząsnął, przytaknął" 6.6
    P.S. Lecę czytać dalej :))
    Pozdrawiam serdecznie, Amelia z bloga http://osobisty8ksiezyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za wskazanie błędów :>
      Życze miłego czytania ^^

      Usuń