Poszukuję bety szczególnie wrażliwej na błędy stylistyczne :) Jeśli ktoś jest chętny czekam na kontakt ^^
~~~Rozdział 2~~~
No to teraz mogłem pożegnać się z jakąkolwiek reputacją. A nie, przepraszam czy ja kiedykolwiek takową miałem? No właśnie.
Ze strachem w oczach czekałem na reakcję nauczyciela. Już sobie wyobrażam jaką straszliwą męką będą lekcje z Mr. Seby. Pewnie będzie się ze mnie nabijał, albo jako jeden z pierwszych poznanych uczniów będę dość często pytany, bo „wryłem” mu się w pamięć. No Ciel jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Ach, no tak trzeba się psychicznie przygotować do publicznego ośmieszenia...
- Witam Cielu miło Cię poznać.
Zaskoczony podniosłem głowę, nie mogąc uwierzyć, że w jego wypowiedzi nie krył się żaden podtekst lub kpina. To co ujrzałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na jego szczupłej twarzy widniał szeroki, pogodny uśmiech. Trochę się zawstydziłem widząc jego tak wesołe podejście. Czułem się zmieszany i jednocześnie szczęśliwy, że Sebastian w żaden sposób nie skomentował pierwszej części wypowiedzi Momoi.
Czarnowłosy podniósł swoją umięśnioną rękę. Lekko się zawahał przez co dłoń miał jakiś czas w powietrzu. Przysunął ją do mojej głowy i poczochrał lekko granatowe włosy.
Byłem w szoku. Nie, szok to za mało powiedziane, ja w tej chwili byłem sparaliżowany. Jego duża dłoń zostawiała parzący ogień na każdym skrawku mojej skóry, której dotknęła. Była taka ciepła, taka...bezpieczna. Nie chciałem, żeby przeryw...ZARAZA, ZARAZ O CZYM JA MYŚLĘ?! Jak ciepła, jak bezpieczna?! Ciel weź się w garść! Co to za skojarzenia?! Idiota, wielki idiota z ciebie Ciel!!!
Dziewczyny zaczęły piszczeć i wesoło podskakiwać. Kątem oka zarejestrowałem parę krwotoków. Czy te dziewuchy nie mają za grosz przyzwoitości?! Po mojej prawej stronię zobaczyłem blask flesz. Momoi ze skupieniem celowała obiektyw we mnie i Sebastiana, który nad przeczesywał mi włosy.
- Cieluś koteczku nie mogłam się powstrzymać!
Obecność tych zboków – irytująca. Ich dziwne, chore pomysły – obecność mocnej traumy. Zachowanie nowego nauczyciela – zawstydzające. Reakcja dziewczyn – nie do wytrzymania psychiczni.
Naprawdę próbowałem opanować emocję, ale nic tego nie wyszło. Gorzkie łzy zbierały mi się pod oczami. Mam tego wszystkiego już dość! Nie chcę być cały czas napastowany przez te cholerstwa! Cieluś koteczku, Cieluś cukiereczku, Cieluś ukeś, CIELUŚ SRELUŚ!!! Rzygam tym!!! Dzień w dzień to samo! Czemu nie mogłem być jakimś niezauważalnym gościem siedzącym zawsze na korytarzu z nosem w książkach?! Przeklinam mój wygląd! Głupie, pojebane geny! Mam dość! Mam dość...
- Ciel co się...?! – Nie dałem dokończyć Sebastianowi, bo już biegłem do łazienki w szkole. Zanim wszedłem do szkoły posłałem im wszystkim swój zgorzkniały uśmiech.
-A WEŹCIE SIĘ WSZYSCY ODPIERDOLCIE ODE MNIE!!!
Ostatnią rzeczą jaką zarejestrowałem zanim popędziłem na 1 piętro do łazienki była zszokowana mina Sebastiana, sparaliżowana Momoi i kilka szlochających dziewczyn. Nie bardzo obchodzi mnie co teraz sobie o mnie myślą. Co ja jestem ze stali?! Niech spróbują dzień w dzień udawać szczęśliwego, słodkiego chłopaka, który nienawidzi wszystkich obok siebie! Ciekawe czemu nienawidzi co? A raczej przez kogo!
W ekspresowym tempie znalazłem się w jednej z większych kabin, szlochając cichutko. Nie miałem najmniejszej ochoty iść na lekcję, nie mówiąc o wychodzeniu z łazienki. Nie mam nic przeciwko spędzenia reszty dnia w szkolnej toalecie.
Spokojnie siedziałem w kącie pomieszczenia, gdy nagle usłyszałem ciche pukanie do drzwi kabiny. Próbowałem zignorować zaczepkę mając nadzieję, że osoba, która znajduję się po drugiej stronie wrót szczęścia odejdzie lub wejdzie do innej kabiny. Najwyraźniej byłem w błędzie bo z każdą, kolejną chwilą pukanie stawało się coraz bardziej natarczywe. Co to jakaś luksusowa toaleta, że nie można skorzystać z innych?! Wszystkie są wolne oprócz tej jednej, ale nie...Ja jestem super i sram tylko w TEJ JEDNEJ, JEDYNEJ kabinę i nie dam spokoju człowiekowi, który ją aktualnie okupuję, bo po co?!
Będąc już poważnie wkurwionym leniwie podszedłem do drzwi mając olbrzymią ochotę nagadać temu osobnikowi co o nim myślę i na dowód prawdziwości moich słów walnąć w te łepetynę z kilka razy . Nie mam pojęcia co w tamtej chwili czuł ten gościu, ale nie bardzo mnie to interesowało.
Z rozmachem szybko otworzyłem oporne drzwi i moim oczom ukazała się zaskoczona twarz mojego nowego nauczyciela. Co ten gościu tu robi?! Nie dość, że się przed nim strasznie ośmieszyłem to jeszcze ma czelność tu przychodzić. Pewnie chcę się ponabijać! Nie mam zamiaru się ponownie przed nim upokarzać!
- Czego pan ode mnie chcę...?!
Z trudem wypowiadałem słowa. Łzy upokorzenia cały czas spływały mi po bladych policzkach, nie mając najmniejszej ochoty powstrzymać się.
- Ja...ja...chciałem przeprosić... – na jego twarzy było widać wstyd i skruchę
Nie powiem, nie takich słów się spodziewałem. Mocno mnie tym zaskoczył. W sumie nie bardzo rozumiem czemu mnie przepraszał. W końcu to w większej części była wina tych paskud sprzed szkoły, a nie jego. Co więcej to ja jak już powinienem przeprosić za tę całą szopkę. Dziwny z niego nauczyciel.
- Nic się nie stało, to moja wina...
- Nie, to ja zawiniłem. Przeze mnie uciekłeś i płakałeś. Gdyby nie ja nic takiego by się nie wydarzyło.
Na chwilę się zastanowiłem. No po części, gdyby nie on sytuacja by nie zaistniała, ale tak czy siak nie on doprowadził mnie do kurwicy. I co ja mam teraz zrobić? Przeprosiłem, więc nie bardzo rozumiem co ten gościu tu jeszcze robi...
- Ma pan do mnie jeszcz...
Zanim cokolwiek powiecie o mojej reakcji proszę o chwilę uwagi. Jestem licealistą, a on nauczycielem. Może jest młody i nowy w tej szkole, ale od teraz będzie mnie uczyć i tego typu sytuacja NIGDY nie powinna mieć miejsca. Może w świecie alternatywnym, ale to już zostawiam filozofom. Uderzyłem Sebastiana z liścia z całej siły. Tak wiem, że to okrutne, ale teraz ważny powód mojej – takiej, a nie innej – reakcji.
Pocałował mnie. Tak po prostu. Nie dał mi dokończyć mojej wypowiedzi, bo centralnie wpił mi się w usta. Może takie określenie powinno znajdować się w jakimś romansidle, ale inaczej tego co zrobił nie da się powiedzieć. Nie wiem co on sobie myślał, nie wiem czy mu coś t zołzy nagadały, ale ja nie jestem jakąś pieprzoną zabawką. Mam uczucia i nikomu nie pozwolę bezkarnie bawić się moim ciałem i emocjami.
Widząc moje zawahanie i szok, wykorzystał moment i pogłębił pocałunek penetrując wnętrze moich ust. Próbowałem go odepchnąć lub choć w najmniejszym stopniu zmniejszyć „tereny”, które zajął, ale był dla mnie za silny. Cały czas próbował zawładnąć większą przestrzenią. Moje próby wyswobodzenia były daremne. Byłem bezradny.
Gdy wreszcie zabrakło mu powietrza odczepił się ode mnie. Nie zwracając uwagi na jego wyraz twarzy właśnie wtedy uderzyłem go z całej siły w twarz. Jestem więcej niż pewien, że zostanie mu ślad. Mój cios musiał być faktycznie mocny, bo poleciał na drugi koniec łazienki. Co jak co, ale ze mnie, aż takie chuchro nie jest! Ach, wróćmy na ziemię...Koleś ewidentnie miał jaja, żeby mnie pocałować, ale żeby to przemyśleć to już rozumu zabrakło.
- CO TY SOBIE KURWA WYOBRAŻASZ?! CO JA JESTEM CAŁODOBOWY BURDEL ŻEBY SIĘ DO MNIE MIZIAĆ?! ZNAJDŹ SOBIĘ POJEBIĘ DZIEWCZYNĘ, A NIE MNIE KURWA NAPASTUJESZ! STARTUJ DO RÓWNYCH SOBIĘ, A NIE MOLESTUJESZ MŁODSZYCH PEDOFILU!
- Ja nie...
- A CO MNIE TO KURWA OBCHODZI?! CZY TY ZDAJESZ SOBIĘ SPRAWĘ COŚ TY MI ZROBIŁ?! JESTEŚ JAKIŚ NIENORMALNY?! LUBISZ MŁODSZYCH CZY JAK?! IDŹ SOBIĘ ZWALIĆ W DOMU, A NIE DRĘCZYSZ SWOICH UCZNIÓW!
- Błagam, ja nie chciał...
- NIE CHCIAŁEŚ, TAK?! TO TŻEBA BYŁI KURWA POMYŚLEĆ WCZEŚNIEJ!
Zanim zdążył odpowiedzieć, ja już byłem przy wyjściu ze szkoły. Nie miałem zamiaru wracać, ani do kibla, ani na lekcję. Jeszcze bym go spotkał na korytarzu i zrobiłbym aferę centralnie przed całą szkołą. Dość już mam wrażeń jak na jeden dzień.
Pędziłem do domu jak na skrzydłach. Nie wiem, jakim cudem znalazłem kluczę w plecaku, ale dziękuję niebiosom za brak Parkinsona. Powoli otworzyłem drzwi mając cichą nadzieję na cud, czyli brak Grella w domu. Nadzieja matką głupich. Już od progu do moich uszu doszedł piskliwy szczebiot mojego wujka, który bardzo głośno śpiewał do jakiś koreańskich piosenek. Ten człowiek nie ma za grosz dobrego gustu.
Nie wiem jakim cudem usłyszał moje wejście przy tej muzyce, ale brawa dla niego.
- A co ty tu rob...
Momentalnie ucichł widząc moje wściekłe spojrzenie. Wiedział, że taki wyraz twarzy przebierałem tylko wtedy kiedy musiało stać się coś poważnego. Mam z nim układ, że w takich sytuacjach o nic nie wypytuję tylko czeka aż sam zacznę mówić lub jeśli to nie nastąpi zapomina. Dzisiaj nie mam zamiaru mu o niczym wspominać, nie mówiąc o tym, że najlepiej zapomniałbym o całym dzisiejszym dniu.
Posłał mi współczujący uśmiech i skierował się w stronę lodówki.
- Miałem zamiar za chwilę piec pierniczki, więc jak chcesz możesz mi pomóc.
Byłem naprawdę wdzięczny Grellowi, że próbuję odwrócić moją uwagę od problemów i złego humoru.
- Dobrze wiesz, że czegokolwiek się dotknę zaraz zamienia się z zakalec, spaleniznę lub obiekt nie do zjedzenia.
- Oj, przesadzasz nie jest tak źlę...
- Dobra, dobra wszyscy wiemy jak wyglądają moje zdolności kulinarne i – bądźmy szczerzy – nie powalają, no chyba, że na płukanie żołądka.
Usiadłem przy wyspie. Grell lekko zdenerwowany zrobił to samo.
- Słuchaj, nie wiem co się stało i nie będę pytać, ale nie zależnie od twojego humoru dziś musimy wyjść.
- Przecież coś jak wyjście do kina można przesunąć, nie...?
- Tylko, że tym razem to nie jakieś tam kawiarenki tylko bankiet.
- Bankiet...?
- Może określiłem to za oficjalnie. Impreza w pracy, a raczej u naszego szefuńcia...
Na twarzy Grella zawidniał rozmarzony uśmiech. Zawsze gdy wspominał o Williamie jego myśli i ciało odlatywały do ciepłych krajów. Biedak jest zakochany na zabój w swoim szefie-menadżerze. Spears podobno jest Bi, ale z tego co wiem zalotów mojego wujka unika jak ognia. Nie chodzi o to, że się nim brzydzi czy coś. Po prostu jest Tsundere z krwi i kości. Czasami zapomina się o drobnej granicny dzielącej przyjacielskie odrzucenie od ostrego, chamskiego „spadaj gnoju”, ale zdaniem Grella dzięki temu jest jeszcze lepszą zdobyczą, bo jak mówi „zakazane zawsze jest najlepsze”. Mam podzielone zdanie na temat jego opinii, no ale grunt, że ma swoją „sympatię”.
- I co ja mam z tym wszystkim wspólnego...?
- Ano to, że wszyscy z mojej roboty przyjdą, a dobrze wiesz, że Cię kochają na zabój. Gdy tylko Williamek zaczął czytać listę gości i był przy moim nazwisku w Sali zapanował istny burdel, bo Ci ludzie pragną twojego towarzystwa i nie mogą znieść myśli, że idąc na imprezę nie zabieram ciebie. Żebyś ty widział te rozanielone twarzyczki, gdy im powiedziałem, że Ci powiem o bankiecie. Niektórzy chyba odlecieli do raju koteczku. W sumie nie dziwię im się – taki jesteś uroczy, że nic tylko cię schrupać.
Doskonalę wiedziałem o co mu chodzi. Na pierwszym bankiecie na, który zostałem zabrany wszyscy jego „koledzy” próbowali mnie uściskać, przytulić, pocałować, zmacać lub zrobić sobie zdjęcie. Nie bardzo ogarniałem wtedy sytuację, bo czy to nie dziwne, że sławni aktorzy lepią się do gimnazjalisty – tak byłem wtedy w gimnazjum. Potem okazało się, że cała ta grupa to po prostu taki chodzący Grell tylko z tym wyjątkiem, że jak jemu się powie, żeby mnie nie macał to nie dotknie mnie przez najbliższy miesiąc bojąc się podać rękę, a tamta gromada zapomina o takich słowach po minucie, może 2. Tacy chodzący zboczeńcy, transwestyci, uroczy chłopcy i cała reszta tego słodkiego, pedalskiego świata. Chyba każdy osobnik płci męskiej w pracy Grella jest gejem, albo bi.
- Nie mów mi, że mam pchać się do jamy pełnej niewyżytych homosiów z kompleksem shota-con...
- Błagam Cię, Cieluś inaczej mnie z roboty wyleją...
- Zaraz, zaraz...CO?!
- No bo powiedzieli, że jak Cię nie przyprowadzę to strzelą grupowego focha do końca mojej roboty, a ja przecież nie wytrzymam! Dobrze wiesz jak uwielbiam flirtować z jakimiś przystojniaczkami z pracy i ich...
- Dobra, ogarniam aluzję, oszczędź szczegółów! Nie masz się czym martwić...
- Naprawdę?!
- Ta...i tak miałem zamiar pójść, żeby zapomnieć o szkole...
- Dzięki Ci kochaniutki!
Momentalnie znalazł się przy mnie i mocno mnie przytulił. Ta, bardzo mocno...Czasami jego „radość” udzielała się zbyt boleśnie.
- Puszczaj staruchu, dusisz mnie!
- Kocham Cię Ciel! Dzięki!
- Ta, ja Ciebie też, ale już mnie puść!
~Biedny, nie wiedziałem jeszcze co mnie czeka...a raczej kto~
No cóż, znów kilka błędów, ale jest dobrze :))
OdpowiedzUsuńPomysł jest, mam nadzieję, że go rozwiniesz c:
Ogólnie, nie przeszkadzają mi przekleństwa, jednak jest ich wyjątkowo dużo :\
No cóż. Lecę czytać dalej, bo jestem ciekawa jak potoczą się losy bohaterów *.*
Buźka, Amelia z bloga http://osobisty8ksiezyc.blogspot.com/
Faktycznie, trochę za dużo jest tu przekleńste :/ Postaram się je ograniczyć ^^ Dzięki za komka c:
Usuń